Google Drive zastąpi Megaupload?

Wczoraj zadebiutowała w końcu usługa Google Drive, czyli wirtualny dysk od internetowego molocha, który tym samym chce stworzyć prawie kompletny ekosystem. Na pierwszy rzut oka Dysk Google to bardziej rozbudowana usługa Dokumenty Google, z której zaczerpnięto większość funkcjonalności oraz interfejs. Ta chmura to jednak coś więcej, coś co daje duże pole do nadużyć w temacie praw autorskich. Mogę nawet posunąć się do stwierdzenia, że Google Drive może niedługo zająć miejsce zamkniętego jakiś czas temu Megaupload/Megavideo.

Stwierdzenie dla niektórych może wydać się zaskakujące. Chciałem sprawdzić czy rzeczywiście GD może zostać wykorzystany w celu udostępniania innym plików bez praw autorskich. Usługa od wyszukiwarkowego giganta pozwala na wrzucanie na swój dysk (w wersji darmowej ma on pojemność 5GB) plików bez ograniczeń ich wielkości. Na potrzeby testu wrzuciłem na swój dysk piracką kopię filmu, który po synchronizacji mogłem oglądać bezpośrednio w przeglądarce przez jeden z najlepszych webowych odtwarzaczy w Internecie. Większość osób zna go z serwisu YouTube. Google Drive posiada również zaawansowane opcje udostępniania plików czy całych folderów, dzięki czemu dostęp do nielegalnej kolekcji będzie mógł otrzymać każdy, nawet osoby nie posiadające konta Google.

To nie wszystko. Przez swoje rozbudowane API, Google Drive pozwala umieszczać filmy na zewnętrznych stronach, na wzór umieszczania filmików z YouTube. W mojej głowie kreuje się obraz stron będących agregatorami filmów i seriali umieszczanych na serwerach Google. Ograniczeniem może być tutaj pojemność dysków. Jak wspomniałem w darmowej ofercie można otrzymać tylko 5Gb, za powiększenie trzeba już zapłacić. Nie są to jednak duże pieniądze, a przy popularności (niestety) tego typu stron w sieci koszta szybko by się zwróciły. Pamiętajmy, że można wrzucić cały film i oglądać go bez jakichkolwiek limitów. Każdy serial można podzielić na foldery odpowiadające sezonom, muzykę można podzielić na albumy. Każdy udostępniony publicznie plik można również pobrać bezpośrednio na dysk twardy swojego komputera co daje możliwość dzieleniem się nielegalnymi programami i grami. Ważny jest tutaj bardzo szybki transfer z serwerów Google oraz brak limitów na jakiekolwiek pobieranie.

Mam nadzieję, że Google zabezpieczyło się przed tego typu nadużyciami ich nowej usługi. Będąc już przy temacie Google Drive. Zawiodłem się troszkę na tej usłudze – nie tego oczekiwałem. W tym momencie jest to Dropbox na sterydach – lepsza synchronizacja z urządzeniami i usługami Google, z których aktywnie korzystam oraz bardzo rozbudowane aplikacje webowe (player, edycja dokumentów oraz API do tworzenia własnych programów). Miałem nadzieję, że chmura połączy ze sobą równiez Google Music i zdjęcia z Picasa, tak bym w końcu wszystkie moje pliki na serwerach giganta miał na wyciągnięcie ręki w czytelnym i prostym interfejsie. Niestety nadal muszę skakać między usługami mimo tego, że tworzą one wspólny ekosystem. Mam nadzieję, że zostatnie to szybko poprawione.

PS. Podane w tekście przykłady wykorzystania usługi Google Drive  mogą prowadzić do problemów prawnych. Nie zachęcam nikogo do takiego korzystania z chmury giganta. Przykłady przytoczyłem tylko w celu wskazania możliwych nadużyć ze strony użytkowników.  Nie popieram działań rozpowszechniania dóbr intelektualnych bez posiadania do nich praw autorskich.

To może Cię zainteresować:

Przeczytaj poprzedni wpis:
BLOGERSI się spóźnili, przynajmniej o jakiś rok.

BLOGERSI to film dokumentalny o blogerach. Dokument, który był mocno promowany, miał pokazać jaką moc mają blogerzy. Materiał filmowy pojawił się właśnie na...

Zamknij