The Avengers mną pozamiatali

O The Avengers słyszał chyba każdy, kto przynajmniej w minimalnym stopniu interesuje się kulturą. W tym momencie, gdy piszę te słowa najnowsza produkcja Marvela już zapisała się na kartach Hollywoodzkiej historii jako film, który jako pierwszy zarobił 200 mln dolarów w trzy dni od światowej premiery – 4 maja 2012. Polacy na „Mścicieli” w lokalnych kinach musieli czekać dłużej, bo aż do 11 maja.

„Aż” jest użyte celowo ponieważ ja na cały tydzień musiałem powstrzymać się od zaglądania na zachodnie strony, by nie natknąć się na jakieś teksty, filmiki czy obrazki, które mogłyby zepsuć mi odbiór filmu, na który czekałem od momentu sławnej sceny po napisach końcowych pierwszego Iron Mana. Warto wspomnieć, że przed The Avengers powstało kilka filmów opisujących losy pojedynczych superherosów, którzy później wchodzili w skład Mscicieli –Iron ManCaptain AmericaThe Incredible Hulk, Thor. Warto obejrzeć wcześniej te filmy ponieważ w The Avengers jest kilka nawiązań.Thor to pozycja wręcz obowiązkowa jeżeli chcesz zrozumieć o co w ogóle chodzi w całej tej zawierusze, którą przez dwie i pół godziny dane mi było zobaczyć. Bez dobrego zaplecza wiele wątków może umknąć.

Ale o co w ogóle w tym całym The Avengers chodzi? W małym skrócie. Ziemi grozi wielkie niebezpieczeństwo. Loki – mityczny bóg przybywa na Ziemię (po co i dlaczego dowiesz się dokładnie oglądając właśnie Thora) by przejąć nad nią kontrolę. Wykrada źródło nieskończonej energii, które spoczywało na dnie oceanu wraz z ciałem zamrożonego Kapitana Ameryki (analogicznie, by poznać historię tego bohatera warto zaznajomić się z Capitan America: The First Avenger). Ludzie na Ziemi nie mają szans więc organizacja SHIELD tworzy grupę mścicieli z różnych superbohaterów. Ich zadaniem jest ocalenie naszej planety.

Pierwsza część filmu skupia się właśnie na tym wątku. Świetnie ogląda się indywidualistów, którzy są zmuszeni ze sobą współpracować. Wiele spięć między drużyną, zagrywki słowne czy nawet walki między sobą napędzają marvelowski obraz superbohaterów ze złożoną osobowością – postaci, które nie są czarne lub białe.

Od strony technicznej jest to najlepszy film jaki dane mi było ostatnio oglądać. Praca kamery, ciekawe ujęcia no i oczywiście niesamowite efekty specjalne, a to wszystko zmieszane w 3D które daje radę i wygląda naturalnie – nikt na szczęście nie przesadził z elementami wyskakującymi na widza. Narracja prowadzona jest sprawnie i przez pierwszą część filmu, gdzie epickich scen jest relatywnie mało, nie ma dłużyzn. Dobre dialogi no i masa humoru. Humor to jeden z najmocniejszych akcentów w tym filmie. Często sarkastyczne i ironiczne odzywki Iron Mana, nie do końca ogarnięty Hulk czy żarty sytuacyjne – jest tego tutaj masa. Dobre dawkowanie tychże elementów przez reżysera, nie robi z The Avengers komedii, ale mimo wszystko kilkanaście razy cała sala pękała ze śmiechu.

Film jest dobry, zabrakło w nim tylko mocnego zakończenia. Główny wróg został pokonany w kilka sekund i nie można tego nazwać epicką walką na miarę tak potężnych wojowników. Napięcie rośnie przez cały film, sięga zenitu i… brakuje tzw. pierdolnięcia. Wszystko w jednej chwili się kończy. Staram się to usprawiedliwić dużą ilością superbohaterów i próbą reżysera przeznaczenia na każdą postać tego samego czasu antenowego, ale mimo wszystko chciałbym zobaczyć coś co zwieńczy moje długie oczekiwanie na ten film. Zakończenie jest słabe, bez polotu i konkretnej dawki akcji co dla takiego filmu jest wręcz dziwne.

Jeżeli śledzisz mojego bloga to wiesz, że miałem obawy co do Avengersów, nie samego filmu jako takiego ale do polskiej wersji językowej. Obawy mieli chyba sami wydawcy ponieważ udostępnili (na szczęście) Mścicieli w dwóch wersjach – z dubbingiem oraz z napisami. Oczywiście wybrałem tą drugą opcję. Gra aktorska czy operowanie głosem w wykonaniu Roberta Downey Juniora była niesamowita. Jeżeli jednak znajdę w sobie na tyle odwagi to może pójdę do kina jeszcze raz – tym razem na wersję z dubbingiem. Swoją drogą to fajnie, że na materiałach promocyjnych (plakatach, ulotkach itp.) została umieszczona informacja, że film jest dostępny w dwóch wersjach.

Kurczę, ten rok należy do geeków. Teraz The Avengers, za chwilę The Amazing Spider-Man, później The Dark Knight Rises no i oczywiście The Hobbit. W takich momentach jak ten wszyscy jesteśmy geekami :) The Avengers to film, o którym będzie się jeszcze mówiło przez długi czas, pewnie pobije jeszcze nie jeden rekord. Zachęcam do wybrania się do kina na ten film. Jeżeli nie szukasz głębokiej fabuły (chociaż jest kilka ciekawych motywów), lubisz epickie wybuchy, silnych gości w lateksowych wdziankach, masę dobrego humoru i pośladki Scarlett Johansson to już wiesz na co się wybrać w najbliższym czasie. Te dwie i pół godziny spędzone w kinie uważam za naprawdę dobrze wykorzystany czas.

To może Cię zainteresować:

Przeczytaj poprzedni wpis:
Koko, koko Euro spoko, piłka leci hen wysoko”

Widzowie TVP w głosowaniu SMS wybierali oficjalną, polską piosenkę na Euro 2012. Wygrał zespół ludowy  ”Jarzębina” z piosenką „Koko Euro...

Zamknij