Walking Dead – przed finałowym odcinkiem trzeciego sezonu

Walking Dead – przed finałowym odcinkiem trzeciego sezonu

Zombie, zombie, zombie. Tak nośny i popularny temat ostatnich lat. Motyw eksploatowany już na wiele sposobów. Co by nie mówić, jakich by przykładów nie przytaczać to temat najlepiej ugryźli (o ironio) twórcy The Walking Dead.

Nie chodzi o świetne przedstawienie nieumarłych trupów. Super świetnych efektów specjalnych. Genialne jest coś innego – pokazanie ludzkich zachowań, instynktu i chęci przetrwania.

Pierwszy sezon pokazywał jak ludzie reagują na nowe warunki. Jak przyjmują je do wiadomości i jak (często nie poradnie) próbują się do nich dostosować. Drugi sezon, bez spoilerów, przedstawia relacje międzyludzkie. Ludzi, którzy chcą stworzyć nową społeczność – rodzinę, jednak przez czasy w których się znaleźli nie mogą nikomu ufać, a budowana społeczność nie jest oparta o żadne wartości czy tradycje. Tworzą coś z niczego cały czas będąc nieufnym wobec swoich towarzyszy.

Trzeci sezon, jak na razie obfitujący w największe natężenie akcji, jest obrazem społeczności, która dostosowała się do panujących czasów, przystosowała i chce się ustabilizować. Na ich drodze stoi jednak druga społeczność, która chce tego samego. Obie grupy mają odmienną filozofię, inny styl życia ale dążą do tego samego. Oczywiście przez różne zawirowania nastaje sytuacja, w której nie mogą obok siebie egzystować.

Hmm… zauważyliście, że nie wspomniałem nic o Zombie? Ten motyw jest tylko pretekstem. Pretekstem do przedstawienia lustrzanego odbicia nas samych. Naszych słabości, lęków i rozterek. Sposobu funkcjonowania społeczeństw w mikroskali i początków wielkich cywilizacji, które tak samo jak nasi bohaterowie musieli tworzyć coś z niczego. Odradzać się i ustanawiać nowy system wartości.

No to co z tym trzecim sezonem

Jeżeli serial ten oglądasz tylko żeby zobaczyć łażące bezmózgie masy ludzkie, wydające z siebie dziwne dźwięki, to muszę cię zmartwić. Ten temat w trzecim sezonie w ogóle nie istnieje. Jest za to dużo akcji, dużo bardzo ciężkich tematów i naprawdę konkretna ilość miejsc, w których warto się zatrzymać i pomyśleć.

daryl

Już teraz wiem, że to Daryl wygrał ten sezon. Najlepsza postać ostatnich odcinków.

Budowa trzeciego sezonu też jest niczego sobie. The Walking Dead 3 jest najdłuższy. 16 odcinków, gdzie pierwszy sezon miał tylko sześć, a drugi trzynaście. Każdy kolejny epizod skonstruowany jest w taki sposób, że akcja rozdzielona jest na pierwsze i ostatnie pięć minut odcinka. Cała reszta to wolno posuwająca się fabuła. Takie rozstawienie jest bardzo dobre do przytrzymania widza przy serialu. Pierwsze pięć minut rozwiązuje problem postawiony na końcu poprzedniego odcinka. Ostatnie pięć minut stawia nowy problem, który zostanie rozwiązany na początku kolejnego epizodu.

Tego typu zabieg widać przede wszystkim w drugiej części tego sezonu (zaczął się w lutym tego roku). Pierwsza część nakreślała kontekst i wprowadzała do wszystkich intryg.

Co mnie boli w trzecim sezonie to ten straszny, amerykański nacisk na przedstawienie jaka to demokracja jest ważna i potrzebna. Oczywiście wyjaśnia się to dopiero chwilę przed samym finałem coby widz mógł zobaczyć alternatywę i stwierdzić tak – demokracja to najlepsze co w takiej sytuacji można zrobić. Wszystko fajnie, nie neguję demokracji – nie lubię po prostu tego amerykańskiego stylu.

Przed ostatnim odcinkiem naprawdę sporo się wydarzyło. Jestem bardzo ciekaw finału. Boję się jednak, że główny problem nie zostanie rozwiązany przez co zawyję na znak zawodu i będę musiał znowu czekać do rozpoczęcia czwartego, już zapowiedzianego sezonu.

I mam nadzieję, że głównemu bohaterowi poprzestawiają troszkę twarz. Mimika tego aktora i jego rysowane na twarzy problemy są tak sztucznie zagrane, że aż śmieszne, co burzy cały ciężki klimat w okół rysu psychologicznego tego bohatera.

To może Cię zainteresować:

  • http://www.facebook.com/mgaluszek Michał Gałuszek

    Przyznam szczerze, ze jakos mi ten serial umknal. Tzn. slyszalem, a nie ogladalem. Chyba odrzucila mnie kwestia zombie, oprocz Resident Evil, nic z lazacymi trupami nie bylo do tej pory warte uwagi, wiec nie poswiecilem nalezytego czasu na obejrzenie pilota. Na 100% nadrobie.

    Z tematow amerykanskiej „nowej rzeczywistosci” polecam Jerycho. Swietny serial, szkoda, ze juz zakonczony. Podejrzewam, ze gdyby pojawil sie teraz, a nie kilka lat temu, to zrobilby duzo wiekszy szum i zdobyl wieksza popularnosc.

    • http://cojamysle.pl/ Arkadiusz Lech

      Ja z pilotem sam miałem problem. Początek jest rzeczywiście nudny -- od filmu o zombie oczekiwałem od razu dużej akcji 😉 Później wsiąkłem na dobre.

Przeczytaj poprzedni wpis:
critter
The Critter Chronicles – gra, która ma do siebie dystans

W życiu nie jest nic tak ważnego jak dystans. Najlepiej dystans do samego siebie. Człowiek pewny swojej wartości i potrafiący...

Zamknij